Aktualności
06
lipca
2010
Emma otrzymuje tytuł Komandora Imperium Brytyjskiego od Królowej Elzbiety II
Mój wytworny dzień...
Wczoraj wybrałam się do pałacu na moją ceremonię nadania orderu od
Jej Królewskiej Mości.
Więc jak wyglądał mój dzień w pałacu? Wspaniały, emocjonujący, stresujący i inspirujący!
Czwórka moich dzieci (po lewej) wraz z mężem Jimem wstała już o siódmej i przygotowała się na ten dzień. Przynieśli mi filiżankę herbaty i zostawili bym sama pomęczyła się z włosami i makijażem. Jim załatwił starego Daimlera, by zabrał nas do pałacu z naszego domu w Londynie (kierowca dumnie wyznał nam, że ten samochód jest ulubionym Królowej i znał własną drogę doPałacu!).
Gdy dotarliśmy na miejsce, dzieciaki oniemiały z podziwu. Córka Max wpatrywała się we wszystkich żołnierzy. Reszta podbierała wstęgi papieru toaletowego jako pamiątki z tego dnia.
Było wspaniale!
Spokojnym krokiem podeszłam do Królowej. Miałam okazję powiedzieć jej, że czuję się zaszczycona móc robić to co robię i reprezentować wszystkich wspaniałych ludzi, z którymi pracuję oraz ich wkład. Królowa odpowiedziała, że jest to wspaniałe i że chciałaby poczuć moją pasję!
Ceremonia trwała półtorej godziny, podczas której odznaczenia wręczonos etkom osób, czemu cały czas towarzyszyły błyski fleszy. Po wskoczeniu do pociągu o szóstej dowiedzieliśmy się, że bufet był zamknięty.
O nie...
Wtedy po raz pierwszy mój Order przysporzył nam korzyści. Opowiedziałam kierownikowi kolei o moim wyjątkowym dniu w Londynie. Pokazałam mu nawet medal i... huraa! Zostaliśmy poczęstowani napojami, którymi podzieliliśmy się z resztą wagonu. To była świetna impreza.
Do domu w Derbyshire dojechaliśmy o w pół do dziewiątej. Nie myślałam o niczym innym poza położeniem się spać.
Wspaniały dzień – dziękuję wam wszystkim za życzenia powodzenia –bardzo mi się podobały.
Emma
My posh day...
Yesterday I went to the palace for my CBE investiture ceremony with Her Majesty the Queen.
So, how was my day at the palace? Wonderful, emotional, nerve wracking, inspiring!
My four children (to the left) and my husband Jim were up at seven am getting ready for the posh day ahead.
They brought me a cup of tea and left me alone to fret over my hair and makeup.
Jim had organized an old Daimler to take us all to the palace from our house in London. (The driver proudly told us that the car was a favourite of the Queen Mother and knew its own way to the Palace!)
As we arrived - the children by now were open mouthed and speechless. My daughter Max eyeing up all the soldiers - the rest of them pinching a couple of sheets of loo paper as their souvenir for the day.
All was splendid!
In a carefully executed and calm way I was presented to the Queen- I got a chance to tell her that I was representing all the wonderful people I work with and that it was a privilege for me to do the work I do, and to be here to represent the work of others. She said that was wonderful and that she could feel my passion!!!
The ceremony lasted an hour and a half, with around a hundred people being made awards, followed by photographs. Jumping on the train at six we discovered the buffet bar was shut.
Oh no.......
It was at this point that my CBE came into its own. I explained to the Train Manager why we had been to London and about my special day – i even showed him my medal and yippee we got some drinks which we shared with all with the rest of the train carriage and we had a wonderful party.
Home to Derbyshire by half eight- no thought for anything but bed.
A wonderful day - thank you for all your good luck messages - loved them.
Emma
